TAKI NORMALNY ŚWIĘTY ...

Jestem siostrą zakonną, elżbietanką z Wrocławskiej Prowincji. Zastanawiałam się, jak napisać o tym, czego Pan Bóg dokonał w moim życiu przez o. Józefa Kozłowskiego. Podczas modlitwy przyszły mi do głowy słowa o. Józefa – o miłości, wdzięczności i radości. I właśnie o tym chcę napisać.

Ojcze, tak szybko odszedłeś, a ja nie zdążyłam Ci podziękować za tak wiele rzeczy! Na przykład za to spotkanie w Lubomierzu w 1995 r., od którego wszystko się zaczęło…

Ksiądz proboszcz z Lubomierza wyjechał i prosił, bym pomogła Jego mamie przygotować na plebani posiłek i noclegi dla Ciebie i dla zespołu „Mocni w Duchu”. Zupełnie nie miałam pojęcia, kim jesteście. Wiedziałam tylko, że przenocujecie, zjecie kolację, a nazajutrz będziecie odprawiać Mszę św. w naszej zakonnej kaplicy i pojedziecie gdzieś za granicę głosić rekolekcje. Mama, nieżyjąca już pani Katarzyna (przedobra kobieta!), wciąż mi powtarzała ze wschodnim akcentem: „Taaa siostro, to taki specjalny ksiądz i taka specjalna młodzież”. Byłam bardzo ciekawa tego ,,specjalnego księdza i specjalnej młodzieży”.

No i... spóźniliście się. Najpierw na kolację, potem na Mszę św. Kiedy przyszliście, ja właśnie wybiegałam z ,,podniesionym ciśnieniem” na katechezę! Ale jak zobaczyłam w drzwiach takiego kudłatego „misia” z przerwą między zębami i z uśmiechem od ucha do ucha, a za nim młodzież całkiem normalnie wyglądającą – ciśnienie mi spadło. I pomyślałam, że to naprawdę niezwykle specjalna grupa :). A kiedy w zakrystii usłyszałam Twój śmiech, Ojcze (po tym, jak Ci powiedziałam, że jest trochę spróchniała podłoga, więc żebyś ostrożnie chodził) – wiedziałam już, że jesteś najnormalniejszym człowiekiem na świecie. I dalej nie wiedziałam: na czym ma polegać ta „specjalność”?

Potem było już całkiem wesoło – teraz tak na to patrzę – ponieważ spotkaliśmy się na plebani i w rozmowie zaproponowałeś mi rekolekcje ignacjańskie. A że miałam dosyć trudne doświadczenia po I Tygodniu takich rekolekcji, zareagowałam od razu: „O nie, tylko nie jezuici!”. Tu nastąpiła salwa śmiechu całego zespołu, a najgłośniej śmiałeś się, oczywiście, Ty. Wtedy dowiedziałam się, że jesteś jezuitą i że to Ty poprowadzisz te rekolekcje. Dziękuję za to spotkanie, za rozmowy – pomogły mi podjąć decyzję przed ślubami wieczystymi. Pomyślałam, że skoro w Kościele są tacy normalni święci – to warto do nich dołączyć i z nimi trzymać!

Dziękuję Ci, Ojcze, że zgodziłeś się na kilkanaście serii rekolekcji ignacjańskich w moim zgromadzeniu. Też w nich uczestniczyłam i doświadczyłam na nich wielu łask. Powtarzałeś mi często, że jestem darem Boga dla ludzi i żebym się modliła za moją rodzinę, za zgromadzenie, za kapłanów. Dziękuję Ci, że pomagałeś mi wierzyć w to, że ja, słaby grzesznik, mogę być darem. Modliłam się długo za moich bliskich – bardzo się o nich martwiłam. Ciągle mi powtarzałeś, że moje zamartwianie się niczego nie zmieni i że zamknie mi serce na wiarę w to, że Bóg może dokonać cudu. Wiesz, tak właśnie było – Bóg sam się o nich zatroszczył. Są po leczeniu odwykowym i próbują normalnie żyć w swoich rodzinach.

Powiedziałeś mi kiedyś, że będę miała ważną misję do spełnienia w moim zgromadzeniu, że będę formatorką. Obśmiałam to okrutnie! Ale gdy w dniu nominacji, Ty byłeś już po drugiej stronie życia, przypomniały mi się Twoje słowa – natychmiast uwierzyłam i prosiłam, byś mi teraz pomagał. Dzięki, Ojcze, jakoś daliśmy radę :).

Dziękuję Ci, że uwrażliwiłeś mnie na modlitwę za kapłanów. Modlę się i okazuje się, że niektórzy z nich robią wiele dobrego w Kościele.

Dziękuję Ci, że namawiałeś mnie do robienia rzeczy niemożliwych, np. do tego, byśmy zrobili to spotkanie młodych w Kożuchowie. Zebrało się tam ok. 500 osób – wszyscy się modlili, śpiewali, wielu narkomanów po tym spotkaniu zmieniło swoje życie. Zresztą tam też okazałeś swoją normalność i wielkość. Pamiętam, że mówiłam jakieś ogłoszenia – witałam, dziękowałam wszystkim i zakończyłam, że chyba o czymś zapomniałam. Ktoś mi podpowiedział, że Ciebie nie przywitałam! No tak, wstyd mi było ogromnie… A Ty, Ojcze, podszedłeś, przytuliłeś mnie i powiedziałeś przez mikrofon: „Nic się nie stało. Jezus, Immaculata i ja jesteśmy gospodarzami”. I już było dobrze.

Dzięki Ci, Ojcze, za całe Twoje życie, za umieranie, za dzień pogrzebu. W tym dniu pojednałam się z osobą, której bardzo trudno mi było wybaczyć. Taka wolna stanęłam wtedy przy Twojej trumnie…

Dziękuję Bogu, że Ciebie Ojcze wymyślił, że pozwolił nam się spotkać i przejść kawałek drogi razem. Do zobaczenia w domu Ojca!

s. Immaculata